top of page

Carol

Pomysł sesji na wrocławskim jarmarku bożonarodzeniowym wyszedł od Natalii — to ona zaproponowała, żebyśmy spróbowali wykorzystać zimowy klimat, światła, i mnogość kolorów. Ja dorzuciłem do tego inspirację filmem Carol Todda Haynesa, w którym Cate Blanchett gra jedną z najbardziej elegancko opowiedzianych bohaterek kina ostatniej dekady. Ten film ma w sobie miękkość, intymność i to charakterystyczne „pomiędzy spojrzeniami”.

DSCF2740 IG.jpg

Nieprzypadkowo — jego zdjęcia były mocno inspirowane twórczością Saula Leitera, amerykańskiego fotografa, który potrafił patrzeć przez szyby, kolorowe odbicia i refleksy tak, jakby budował nowy świat z kilku plam światła. Jego kadry są jak podglądanie życia z ukrycia: półprzezroczyste warstwy, nieoczywiste cięcia, twarz schowana za taflą szkła. To styl, który szczególnie dobrze opowiada o czułości, niedopowiedzeniu i delikatnej bliskości — dlatego tak naturalnie połączył się z pomysłem na zdjęcia na jarmarku, gdzie wszystko jest trochę magią, trochę chaosem, a trochę przypadkiem.

DSCF2764 alt IG.jpg

Do tej sesji podchodziłem dwa razy. Za pierwszym czułem, że mijamy się z tym, co chciałem osiągnąć — jakbyśmy byli obok właściwego rytmu. Za drugim razem wszystko zaczęło układać się inaczej. Reagowaliśmy tak samo, widzieliśmy podobnie, a kadr pojawiał się za kadrem w sposób, którego nie da się zaplanować. W pewnym momencie oboje po prostu poczuliśmy, że jesteśmy już w tej samej opowieści.

Efekt przerósł moje oczekiwania.

Zdjęcie, które widzisz powyżej, jest jedną z najlepszych portretowych fotografii, jakie zrobiłem. W stu procentach oddaje to, o co mi chodziło — warstwy światła, miękkość spojrzenia, klimat lekko odrealnionej intymności. To ten moment, w którym pomysł, inspiracja i rzeczywistość sklejają się w jedną całość.

 

Z czasem zacząłem rozumieć, że powroty w fotografii nigdy nie są powrotami w dosłownym sensie. Zmienia się światło, człowiek, rytm miasta, a kolejne podejścia nie są próbą odtworzenia — są szansą, by zobaczyć coś, czego wcześniej się nie dostrzegło. I właśnie ta zmiana, zamiast burzyć plan, potrafi nadać mu nowy sens. To ona dopowiada to, czego wcześniej nie było.

DSCF2823 IG.jpg

Światło wyjątkowo uczy tej pokory. Na jarmarku zmienia się z minuty na minutę, odbija w szybach, gubi się w tłumie, pojawia się tam, gdzie nikt go nie planował. Ale kiedy przestajesz z nim walczyć i zaczynasz je obserwować, okazuje się, że tworzy z tobą bardziej, niż mogłoby się wydawać.

 

To, że moment się zmienia, nie przekreśla zamysłu. Czasem dopiero dzięki zmianie zdjęcie nabiera sensu. Ona sprawia, że droga do tego celu jest żywa, czasem zaskakująca, a przez to bardziej nasza. A zdjęcia, które naprawdę zostają, powstają wtedy, gdy człowiek pozwala, by rzeczy działy się trochę po swojemu. I trochę po swojemu nas poruszały.

 

Jeśli chcesz zdjęcia w podobnym klimacie — z historią, miękkim światłem i miejscem, które gra razem z Tobą — odezwij się. Zrobimy coś, co zostanie na długo.

bottom of page